Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oliwia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oliwia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 października 2012

Rozdział 14

Rozdział 14


Po 20 min. doszłyśmy do ogromnego domu Michaela. Niestety musiałyśmy iść naokoło, ponieważ krótsza droga była rozkopana.
Zapukałyśmy do drzwi frontowych, dzwonek tradycyjnie nie działał.
Nikt nie otwierał.
Otworzyłam drzwi. Przecież o tej godzinie Michael musiał być w domu.
Weszłam do domu.
- Co ty wyprawiasz?! Wracaj tu! - krzyknęła Brigitte 
Ale ja się nie cofnęłam. 
- Jest tu kto? - zapytałam, w nadziei, że ktoś mi jednak odpowie, ale zamiast jakiejkolwiek odpowiedzi usłyszałam tylko echo.
- Chodźmy już, widocznie nikogo nie ma w domu - powiedziała przyjaciółka.
- Brigitte, a od kiedy Carsonowie nie zamykają drzwi ?! 
- Może akurat zapomnieli?
 Obydwie stałyśmy cicho, wpatrując się w siebie nawzajem. 
Gdy nagle usłyszałyśmy jęki i krzyki dochodzące z górnego piętra. Można było rozpoznać, że dźwięki te wydawała kobieta.
- Miranda, idziemy! - powiedziała przyjaciółka.
- Nie! Musimy dowiedzieć się kto tam jest.  - odpowiedziałam - Jak nie chcesz to nie musisz iść - dodałam i poszłam po schodach na górę.
Dźwięki ucichły.

Otworzyłam na początku pokój Michaela, w którym nikogo nie zastałam, następnie pokój gościnny, a potem sypialnie jego rodziców.
Moim oczom ukazał się przyjaciel leżący nago na łóżku, przytulając się  z również nagą Amelią - dziewczyną z drużyny cheerleaderek, która zaliczyła już ponad połowę chłopaków z naszej szkoły. Miała sztuczny biust (miseczka DD!), który przy wszystkich możliwych okazjach odsłaniała.
Stojąc w drzwiach już około trzech minut, nie mogąc uwierzyć własnym oczom, że mój przyjaciel się z nią przespał, Amelia spojrzała w moim kierunku, nadal nie przerywając czynności, którą właśnie wykonywała. To odrażające - pomyślałam i poczułam jak dzisiejsze śniadanie podchodzi mi do gardła.
- Długo macie zamiar się tak miziać?! - odezwałam się wreszcie
Michael - nie świadomy tego, że przyłapałam go na gorącym uczynku, odwrócił się gwałtownie. 
- Miranda, co ty tu robisz?! - spytał
- To samo pytanie chciałabym zadać twojej nowej "koleżance" - powiedziałam z ironią w głosie.
Dziewczyna zabrała swoje ubrania i poszła do łazienki, która znajdowała się po drugiej stronie korytarza, byle jak najdalej od mnie.
- Jak mi to wytłumaczysz? - spytałam 
- No... ja...em... - zaczął się jąkać
- Obiecałeś mi, że nigdy się z nią nie prześpisz! 
- No...tak, ale ona...ten teges.. - spojrzałam na niego wyczekująco - Przepraszam Cię - Chciał już podejść i mnie przytulić, ale ja go odepchnęłam. 
- Najpierw załóż bokserki  - zaśmiałam się, a On zrobił się czerwony jak burak.
- Okej, ale odwróć się - powiedział
Odwróciłam się.
Po minucie przyjaciel zaszedł mnie od tyłu, objął w pasie i przełożył przez ramię. 
- Nie! Puść mnie! - krzyczałam, ale jego to tylko skłoniło do tego, że zaczął mnie łaskotać.
- Brigitte, pomóż mi! - wydusiłam, kiedy już znaleźliśmy się na dole, śmiejąc się tak, że aż bolał mnie brzuch. Po chwili wróciłam na ziemię.
- Ee... co się wydarzyło na górze? - zapytała przyjaciółka
- Michael zaliczył Amelię! - znów zaczęłam się śmiać
- Tą cheerleaderkę?
- Mhm 
- Boże... współczuję ci - powiedziała i spojrzała w stronę przyjaciela.
Zamilkła, kiedy zobaczyła Amelię, która wyszła z domu, trzaskając drzwiami z miną obrażonej księżniczki.
Potem wszyscy troje wybuchliśmy śmiechem.

~ Miranda Morgan

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Rozdział 13

Rozdział z dedykacją dla Kasi. Dzięki tobie jeszcze cokolwiek napiszę na tym blogu ;) Oficjalnie wracam do pisania, miałam bardzo długą przerwę i bardzo przepraszam.
Nie będę wam się tłumaczyć dlaczego... po prostu nie miałam czasu, no i były wakacje, a ja jak już pewnie zauważyliście jestem bardzo leniwa :D
 Ciągle gdzieś wyjeżdżałam. Na początku wakacji pojechałam na obóz do Świnoujścia i poznałam tam świetne osoby ♥ Po powrocie z obozu wyleciałam na 2 tyg. do Turcji, gdzie przez moje rodzeństwo nie było warunków do pisania. Teraz jestem u babci na Mazurach i codziennie okropnie się nudzę, więc weszłam na chwilę na bloggera... i taki tekst " To ja mam bloga?" :D
Nie będę owijać w bawełnę, macie nowy rozdział. Postarałam się, żeby był długi ;] Następny rozdział pojawi się już niedługo :)


                                                       Rozdział 13


Rano wstałam o godzinie 6:00. Nie mogłam dłużej spać. Odblokowałam telefon - Tom nie odpisał. Nie dziwię się, zapewne jeszcze śpi. Po cichu poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Po umyciu, wysuszyłam włosy i związałam je w luźny warkocz. Ubrałam się w niebieską bluzkę z dzianiny, białe rurki i miętowe Conversy przed kostkę. Do tego założyłam naszyjnik z motywem galaxy, okulary-pilotki i moją ukochaną białą torebkę od Chanel [Link]

Zeszłam do kuchni. Tata jeszcze spał, więc w miarę cicho przygotowałam sobie śniadanie.
Zegarek wskazywał dopiero godzinę 7:00. Włączyłam telewizor i obejrzałam powtórkę nowego odcinka "Plotkary" , którego nie miałam czasu obejrzeć wczoraj wieczorem.

Już niedługo będę musiała oglądać "Plotkarę" po francusku - pomyślałam. Dobrze znałam ten język. Umiałabym rozmawiać płynnie z francuzami, ale bez akcentu. Akcent miałam typowo Amerykański. 

Skoczyłam jeszcze do łazienki, by po śniadaniu umyć zęby i zrobić delikatny makijaż.

Wzięłam moją lustrzankę Nikona, która leżała na półce w przedpokoju (zawsze ją tam zostawiałam) i wyszłam z domu. Na dworze nie było ani za ciepło ani za zimno. Zza chmur widać było słońce. Pogoda była wręcz idealna. Wiedziałam, że zdjęcia, które dziś zrobię będą wyjątkowe. 

Wyjęłam mojego iphona, żeby sprawdzić, która godzina... 8:05. 
W weekend ludzie zwykle wstają około 10:00. Więc jaki mam plan na najbliższe 2 godziny? 
Zdjęcia, zdjęcia i jeszcze raz ... zdjęcia!  Robienie zdjęć było moją pasją od dzieciństwa, zawsze podbierałam rodzicom coraz nowsze aparaty, biegałam z nimi po całym domu robiąc zdjęcia wszystkiemu i wszystkim. Moim kolejnym zainteresowaniem była moda, tak samo jak  pisanie książek, historii i krótkich opowiadań. Rodzice mówili mi, że mam do tego talent. Próbowałam to rozwijać, żeby w przyszłości mieć dobry zawód. Sama nie wiem czy chcę zostać stylistką, pisarką czy może fotografką. Najlepiej byłoby to wszystko połączyć lecz wiem, że wtedy na pewno nie miałabym czasu dla siebie. 
Mam jeszcze 2 lata by to wszystko przemyśleć. Być może Paryż podsunie mi jakiś lepszy pomysł na przyszłość. Lepiej się na tym wszystkim teraz nie zastanawiać i zająć się tym co jest ważne teraz. W końcu dzisiaj już mój ostatni dzień w Filadelfii. Trzeba go jakoś naprawdę fajnie spędzić. Może mała impreza pożegnalna ze znajomymi? Świetny pomysł! Poproszę Toma, Brigitte i Michaela o pomoc w przygotowaniach. Potrzebne będą zaproszenia, jedzenie, dobra muzyka... no i oczywiście szampan! 


                                                        ●  ●  ●

Szłam przez park, robiąc zdjęcia. Wszystko co zazwyczaj wydawało mi się takie normalne, dzisiaj zdawało się piękne. Robiłam zdjęcia praktycznie wszystkiemu. Kwiatom, drzewom, niebu, a także ludziom, którzy  tak jak ja musieli lubić wstawać wcześnie rano. Mijając staw, w którym całkiem niedawno kąpałam się z Tomem, zauważyłam dwie młodsze dziewczyny. Były bardzo ładnie ubrane, chyba były siostrami.
Jedna miała na sobie zwiewną, niebieską sukienkę z cienkim, czarnym paskiem, naszyjnik z napisem "Believe" , srebrne i kolorowe bransoletki i czarne balerinki, na głowie miała opaskę przypominającą kwiatowy wianek. Natomiast druga miała na sobie czarną bluzkę na ramiączkach, miętową, asymetryczną spódnicę, czarne, nie za bardzo wysokie koturny, srebrny naszyjnik z sową i kilka również srebrnych bransoletek. Obie wyglądały świetnie. Podeszłam do nich.
- Cześć! Jestem Miranda. Fotografuję ciekawe rzeczy i stroje, i zauważyłam, że wy jesteście naprawdę fajnie ubrane. Chciałabym zrobić wam kilka zdjęć, o ile nie macie nic przeciwko?
- Hej! Bardzo chętnie - Odezwała się jedna z nich - Ja jestem Lucy, a 
to moja siostra Ellie.
- Och...macie bardzo ładne imiona
- Dziękujemy - odpowiedziały jednocześnie
- A ile macie lat?
- 14, a ty? - spytała się Ellie
- 16, za kilka miesięcy już 17. Chciałabym się znów cofnąć do waszego wieku. Tyle ciekawych rzeczy się wtedy wydarzyło. Dobrze... nie będę was długo zatrzymywać. Mogłybyście  usiąść na tamtej ławce? - dziewczyny kiwnęły głową i usiadły. Zrobiłam im sporo zdjęć w naprawdę różnych miejscach. 
- Dzięki, dziewczyny... zdjęcia wyszły niesamowicie - powiedziałam na koniec sesji.
- Nie ma za co. Może spotkamy się jutro? - zapytała Lucy
- Niestety dziś wieczorem wylatuję na długi czas do Francji. Jak chcecie to dam wam swój numer telefonu: 673 897 342 , dzwońcie kiedy chcecie. Mam nadzieję, że jak wrócę to jeszcze się zobaczymy. 
- Pewnie! Do zobaczenia Miranda! - pomachały mi na do widzenia i poszły w swoją stronę.
- Do zobaczenia - odpowiedziałam im
Było już 15 min. po dziesiątej. Ten czas tak szybko zleciał. 
Skierowałam się w stronę domu Brigitte. Następnie chciałam jeszcze zajść do Michaela, a potem do Toma, żeby prosić ich o pomoc w zorganizowaniu przyjęcia. 

Zadzwoniłam do drzwi Brigitte. Mieszkała w bardzo ładnym lecz skromnym i nie wielkim domu. 
- Już idę! - usłyszałam głos przyjaciółki dochodzący z góry
Po kilku minutach otworzyła. Jej falowane blond włosy, dzisiaj związane były w koka. Ubrana była normalnie: Czarne spodnie, biała bluzka, kremowy sweterek i niebieskie vansy.
- Cześć kochana - powiedziała i uścisnęła mnie - Co tu robisz tak wcześnie? - zapytała wesołym głosem. Musiała mieć dzisiaj naprawdę dobry humor. Trudno było mi myśląc, że za parę minut będę musiała jej go zepsuć.
- Chciałam z tobą pogadać - powiedziałam w miarę spokojnym głosem.
- Okej. Wchodź do środka. 

Weszłam do zawsze czystego i zadbanego salonu, i usiadłam na białym skórzanym narożniku. Chwilę potem Brigitte usiadła obok mnie.
- To o czym chciałaś porozmawiać? - spytała
- Hmm... moja mama chcę, żebym na jakiś czas poleciała do niej do Paryża.
- Wow, ale ci zazdroszczę! Poleciałabym z tobą, ale moi rodzice na pewno się nie zgodzą. Wiesz jacy są. Mówią, że nauka jest najważniejsza. Na ile tam lecisz?
- Nie wiem. Pół roku, o ile nie więcej - powiedziałam patrząc się na czubki moich butów.
Nie chciałam widzieć w tej chwili miny przyjaciółki. Po chwili ciszy wreszcie na nią spojrzałam. Jej szeroki uśmiech zamienił się teraz w prostą kreskę. 
- Pół roku?! Tylko żartowałaś, co nie? - zapytała, mając nadzieję, że to nie prawda.
- Nie Brigitte, nie żartowałam - po tych słowach zauważyłam łzy spływające jej po policzkach.
- Kochana, nie płacz - powiedziałam i przytuliłam się do niej - Będziemy codziennie rozmawiać na skype, obiecuję, a teraz... Chcę cię zapytać: Czy pomogłabyś mi urządzić imprezę pożegnalną? - spytałam i poszłam na chwilę do kuchni. Jej rodziców nie było w domu, więc wyjęłam z szafki dwa niewielkie kieliszki, po czym wlałam do obydwu Whisky, które znalazłam w barku. Zapewne alkohol należał do ojca Brigitte.
Wróciłam do salonu i podałam przyjaciółce jeden kieliszek.
- Co to jest? - zapytała
- Whisky, a teraz pijemy za nasze zdrowie! - powiedziałam.
Przybiłyśmy kieliszki i duszkiem wypiłyśmy całą ich zawartość.
Brigitte odrobinę się skrzywiła. Zwykle nie piła alkoholu bez okazji, w przeciwieństwie do  mnie. 
- To pomożesz mi przy tej imprezie?
- No... - spojrzałam na nią wyczekująco - ...zgoda.
- Cudownie! Teraz tylko chodźmy się zapytać o to samo Michaela i Toma, bo chyba sobie same ze wszystkim nie poradzimy? - powiedziałam i podałam jej chusteczkę.
Wstałyśmy z kanapy.
- Dobrze, chodźmy. Im szybciej tym lepiej - powiedziała i poszła w stronę drzwi. Szybko pobiegłam za nią i razem poszłyśmy skrótem do domu Michaela.

~ Miranda Morgan

czwartek, 7 czerwca 2012

Rozdział 12


Chwilowo jestem chora i siedzę ciągle w domu. Wreszcie mam okazję do napisania nowego rozdziału ;)

Rozdział 12


Obudził mnie głośny dzwonek mojego telefonu. 
Zerknęłam na zegarek, stojący na mojej szafce nocnej- godz. 3:15.  "Znów się nie wyśpię" - pomyślałam.
Kiedy komórka ucichła, spojrzałam na ekran.  1 połączenie nie odebrane od "Mama".
Czego ona chce odemnie po godzinie trzeciej nad ranem?!  Nie dokońca przytomna nacisnęłam zieloną słuchawkę.
Po drugiej stronie odezwał się szczęśliwy głos mamy.
- Miranda! 
- Tak mamo? Czemu dzwonisz do mnie w środku nocy? 
- W środku nocy? Ach... tak! Na śmierć zapomniałam o różnicy czasu! Jak chcesz...mogę zadzwonić później.
- Nie musisz. Jak już mnie obudziłaś to mów teraz.
- Dobrze. Rozmawiałam z twoim ojcem, uzgodniliśmy żebyś przyleciała na jakiś czas do mnie!
- Ale...ale jak to do ciebie? Do Paryża?
- Tak do Paryża. Zarezerwowałam ci bilet na samolot.
- Dobrze, dobrze. Ale kiedy mam lecieć? 
- Jutro wieczorem.
- Słucham?! 
- Jutro wieczorem. Masz czas żeby się spakować.
- A ile tam u ciebie będę? Tydzień?
- Nawet tak nie żartuj! Minimum pół roku. Dawno się nie widziałyśmy. Nie da się tego nadrobić w tydzień!
- Mamo, przecież jest rok szkolny...
- Tym się nie martw. - powiedziała po czym dodała - Czy stoi za tym jakiś chłopak?
- Co?! Nieee, ja nie mam... - nawet nie dokończyłam, a ona mi przerwała.
- On też może lecieć! Dobrej nocy kochanie.- skończyła tym samym wesołym głosem, co zaczęła.

Gdy się rozłączyła, zaczęłam wystukiwać w klawiaturę. Nowa wiadomość do "Tom" o treści:  " Wylatuję, kierunek Francja...''

~Miranda Morgan

piątek, 4 maja 2012

Rozdział 11

Chcę wam powiedzieć, że nie rzuciłam pisania tego bloga!
Długo nie pisałam - wiem i to wyłącznie moja wina. Widocznie jestem za leniwa :)
Sama nie wiem jak ten czas szybko minął od ostatniego rozdziału, lecz wiedzcie, że codziennie wymyślałam coraz dalej tą historię...
Chciałabym podziękować Kasi za ciągłe popędzanie mnie ;)
Zapraszam serdecznie na jej bloga : http://oczami-kasi.blogspot.com/ 

                                                             • • • • • •

Kiedy sama zorientowałam się co zrobiłam i przestałam Tom patrzył na mnie zdziwiony,a za razem szczęśliwy. Jego szkliste, niebieskie oczy wyglądały tak samo jak przed chwilą. Tak uwodzicielsko.
- Tom, proszę nie patrz tak na mnie - powiedziałam
- Czyli jak?
Mój telefon zadzwonił - dostałam SMS-a...od Lucasa:
Możemy się spotkać? Za chwilę u mnie!
~Lucas
- Muszę już iść, do jutra! - powiedziałam i wzięłam swoją torbę.
Po 15 minutach doszłam do domu Lucasa. Zadzwoniłam do drzwi, po dłuższej chwili otworzył. Wyglądał na zmieszanego.
- Miranda, pogadajmy... - powiedział to z taką powagą jak niekiedy mój ojciec.
- Wszystko w porządku?
- Wszystko sobie przemyślałem i myślę, że to nam nie wyjdzie...
- Czy ty...ze mną zrywasz?
- Tak
- Co?!
- Ciągle spędzasz czas z tym Tomem, a ja zupełnie... jakbym nie istniał! Rozumiesz, że mam tego dosyć?! - krzyknął i przycisnął mnie do ściany.
- Dobrze się czujesz? - zapytałam z niedowierzaniem. - Dlaczego zachowujesz się tak jak teraz?!
- Bo...jestem gejem! Zadowolona?
- Wiesz co, Lucas?! Jesteś debilem! - wykrzyknęłam, kopnęłam go w czułe miejsce i wyszłam zatrzaskując drzwi.
Nie obchodziło mnie to, że jego sąsiedzi słyszeli całą sytuacje.
Czym prędzej popędziłam do...domu Toma.
Kiedy już byłam pod drzwiami , zapukałam.
Tom otworzył je z prędkością światła.
Zawiesiłam mu ręce na szyi i pocałowałam go jeszcze namiętniej niż wcześniej.
- Tom, kocham cię! Właśnie tak jakbyś chciał...


~Miranda Morgan

piątek, 13 kwietnia 2012

Rozdział 10

Z początku chcę przeprosić za nie pisanie, ale miałam chwilowy brak weny i brak czasu.
Dobrze, że kilka osób upomina się o kolejny rozdział.
Właśnie dzięki tym osobom teraz go dostaniecie :)
                                                              . . .



Miałam za sobą kolejną nie przespaną noc.
Nawet duża dawka tabletek nasennych nie pomogła mi zasnąć.
Z rana wypiłam dwie mocne kawy i oblałam twarz zimną wodą żeby doprowadzić się do ładu. 
W szkole musiałam siedzieć z Tomem, a nasz nauczyciel kazał usiąść Lucasowi z tą chudą tyczką Jane. 
Jane była dosłownie tępą blondynką - z każdego testu dostawała nie wyżej niż 2,  chichrała się ze wszystkiego, a do tego była cheerleaderką. Zrobiona była tylko z krwi i kości, i ważyła nie więcej niż 35 kg. Można było ją nazwać "Chodzącą anoreksją". 
Każda lekcja była dla mnie koszmarem! Najokropniejsze było to, że obok mnie siedział Tom, a jego wczorajsze "wyznanie" i moje dziwne zachowanie wobec Lucasa frustrowało mnie. 
Postanowiłam, że będę go unikać i traktować jak powietrze.
Przyznam, że nie było łatwo bo każda rozmowa z Tomem była dla mnie przyjemna. Mogłam z nim rozmawiać jak z dobrym przyjacielem, którego znałam od lat i nie sądziłam, że...mogę mu się podobać. 
Na przerwie Tom do mnie podszedł, choć modliłam się żeby było inaczej.
- Wszystko dobrze? - zapytał
- Tak, dlaczego miałoby być źle?
- Od samego rana zachowujesz się dziwnie. Unikasz mnie?
- No co ty! Pewnie, że nie! Po prostu nie wyspałam się...
- Mhm...jasne. Może spotkamy się dzisiaj? - W głębi duszy nie chciałam się z nim spotkać, ale mój mózg odmawiał posłuszeństwa.
- Tak - odpowiedziałam. Od razu rozpromieniał.
Poszliśmy razem do klasy. Po drodze szliśmy tak blisko siebie i złapał mnie za rękę. Od razu wyrwałam moją dłoń z jego uścisku. 
- Przepraszam - powiedział wyraźnie zawstydzony.
- Nic nie szkodzi - odpowiedziałam też z lekko wstydliwym uśmiechem. 


                                          ***


Po szkole poszłam do domu Toma na "odrabianie lekcji".
Jego dom był piękny. Nie tak duży jak willa Lucasa, ale jednak podobał mi się trochę bardziej. Pomalowano go na ciemnobrązowy kolor. Część, która jest po stronie bardzo zadbanego ogrodu, zrobiona była z samych okien (jak w lofcie).
Ogród miał ok. 1000 m2.
Na jego terenie znajdował się duży basen, altana i wiele rodzajów drzew, krzewów i kwiatów. Dałabym się zabić, żeby tylko tam pójść.
- Chodź! Pójdziemy do mojego pokoju.
- A nie możemy iść tam? - spojrzałam błagalnie i pokazałam palcem na altanę.
- No...dobrze. - odpowiedział.
- Dzięki. 
Otworzył drzwi i przepuścił mnie pierwszą.
- Ten ogród jest piękny! - powiedziałam i usiadłam na ławie, która znajdowała się na altanie. Tom usiadł tuż przy mnie, jego ramię dotykało mojego. Z resztą nie przeszkadzało mi to.
- Nie tak piękny jak ty. - zanim dotarło do mnie co powiedział, nachylił się i lekko mnie pocałował. Kiedy przestał, odsunął się.
Już wiem, że istnieje takie coś jak "miłość od pierwszego wejrzenia".
Przecież poznaliśmy się ponad 2 dni temu. Wreszcie rozumiem co on czuje.
Przysunęłam się bliżej niego i wzięłam go za ręce.
- Tom... kocham cię. Może nie kocham cię tak jakbyś chciał lecz wiem, że tak jest. Znamy się od równo 2 dni 8 godz. i 17 min., ale jesteś dla mnie ważny. - przytuliłam się do niego i nim się obejrzałam nieświadomie przycisnęłam swoje usta do jego ust.


~Miranda Morgan

czwartek, 5 kwietnia 2012

Rozdział 9

Następnego dnia w piątek miałam spotkać się z Lucasem i miał mi wreszcie powiedzieć czy zostaje,czy wyjeżdża. Jednak i tak mogłam przewidzieć, że druga odpowiedź  jest oczywista. Czemu miałby zostać tutaj skoro może mieszkać w Londynie? Już przećwiczyłam jak nie płakać, żeby zapamiętał mnie taką jak zawsze uśmiechniętą i promienną.
Mieliśmy spotkać się o 13:00, więc zerwałam się z angielskiego na którym i tak było zastępstwo z nauczycielem z innej szkoły, który miał jakieś niekontrolowane ataki płaczu i śmiechu (na przemian).
Przed angielskim wzięłam swoje rzeczy i poszłam do domu Lucasa.
Myślałam, że będzie smutny, ale on był...szczęśliwy. Trochę zbiło mnie to z tropu.
- Miranda, zostaję tutaj.- powiedział i usiadł z ulgą na krześle.
Minęło kilka sekund zanim dotarło do mnie co powiedział.
- Fajnie, nareszcie jesteś! - powiedziałam tak sztucznie tak jak wtedy gdy poznałam Toma i pocałowałam go lekko w policzek.
- Całe szczęście. Londyn był okropny!
- Nie wierzę ci! Nie byłam tam, ale zawsze chciałam...
- Jak chcesz to możemy tam kiedyś polecieć razem. Oczywiście jeśli chcesz. - złapał mnie za rękę leżącą na stole. Spojrzałam się i natychmiast ją cofnął.
- Myślisz, że tata mnie puści?
- Myślałem raczej o tym, żeby zrobić to za rok, ale jeszcze możemy uciec...jeśli nie chce ci się czekać - Czy Lucas myślał kiedyś o ucieczce gdziekolwiek? Już to widzę!
- Mhm. Chyba muszę już iść...zerwałam się z angielskiego. Do jutra!
- Co ? Dopiero przyszłaś. - powiedział Lucas z niedowierzaniem.
- Tak, ale trochę źle się czuję. Do zobaczenia.
Kiedy wyszłam poczułam niepokój.
Czy ja odstawiłam tam jakąś szopkę? Mój chłopak wrócił z Londynu, a ja wyszłam od niego po 3 min. udając złe samopoczucie. Albo to kolejny głupi sen, albo coś jest nie tak....ze mną!


~Miranda Morgan

wtorek, 3 kwietnia 2012

Rozdział 8

Muszę przyznać, że spacer z Tomem wyszedł świetnie! No może poza jednym szczegółem... Ale chwila! Może najpierw wszystko wam opowiem?
Okej, chyba tak będzie lepiej, bo wy będziecie wiedzieć o co chodzi i ja sama się w tym nie pogubię.


No więc...spacer z Tomem wyszedł świetnie!. Rozmawialiśmy jakbyśmy znali się od dawna. Tak szczerze jeszcze z nikim nie rozmawiałam...nawet z Lucasem.


Potem poszliśmy nad staw. Kiedy zaczął się ze mną przekomarzać wepchnęłam go do wody.
- Sama tego chciałaś! - krzyknął i wciągnął mnie tam za nogę.
Podpłynęłam bliżej niego, choć muszę przyznać, że nie było łatwo.
Spojrzał na mnie i nagle nasze oczy się spotkały. Ta chwila kiedy on na mnie spoglądał, a ja na niego trwała o wiele za długo. 
Żeby uniknąć pocałunku ochlapałam go wodą i  było to chyba jedyne rozwiązanie.
Nagle on mnie ochlapał. Pewnie wyglądaliśmy tam razem jak dzieci, które robią sobie wojnę na wodę. 
- Odprowadzić cię do domu ? - zapytał
- Jeżeli chcesz... 
- Chcę - uśmiechnął się. 
Oczywiście wracaliśmy cali mokrzy, ale na szczęście miałam kurtkę, więc co najwyżej mogłam być przeziębiona.
Gdy doszliśmy pod mój dom ciągle o czymś mówiliśmy, więc staliśmy przed nim jakieś 10 min. Nagle zobaczyłam w oknie tatę i pokazałam na niego kciukiem.
- Muszę już iść. - ale on nic nie mówił...nasze usta się zbliżyły i tak...pocałował mnie. Muszę przyznać, że nawet mi się podobało, ale to Lucas jest moim chłopakiem!
- Przestań. Ja...mam chłopaka!
- Naprawdę? 
- Tak! Wyleciał do Anglii. My... możemy być jedynie przyjaciółmi! - powiedziałam kierując się w kierunku domu.
- Miranda zaczekaj! - powiedział gdy już zamykałam drzwi.
- Co to za chłopak ? - zapytał tata
- Kolega - odpowiedziałam lekko naburmuszona i zarazem ciągle w szoku po pocałunku Toma.
- Nie byłbym tego taki pewien - powiedział
- Coś sugerujesz?
- Nie, może tylko to, że raczej nie masz stałych uczuć. Najpierw Lucas, a teraz...
- Tato! - krzyknęłam - On jest jedynie moim kolegą. Poznałam go dzisiaj w szkole.
- Mhm, jasne. A czemu jesteś mokra ?
- Długa historia - odpowiedziałam i pobiegłam do swojego pokoju.
Położyłam się na łóżko nie zważając na to czy będzie mokre czy nie.
Sprawdziłam telefon - żadnych wiadomości od Lucasa.
Pewnie tam zostaje, na 100% będzie mieszkać w Londynie i zakocha się w jakiejś Angielce, a ja nawet nie zostanę w jego pamięci i zapewne skasuje mój numer. Najważniejsze, że za pewien czas znowu się spotkamy i najprawdopodobniej już po raz ostatni.
Czemu to życie jest takie trudne ?


                                           ***


Na pierwszej lekcji znowu mieliśmy matematykę z prof. Sullivan'em.
Musiałam siedzieć z Tomem, choć nie mogłam znieść tej niezręcznej ciszy, która panowała przez całą lekcję. Tom spojrzał się na mnie tylko raz...wtedy gdy weszłam do klasy. Na pewno nie chce ze mną rozmawiać.
Może...mogłam go posłuchać zanim zamknęłam drzwi? Choć wtedy pewnie zacząłby mnie przepraszać,a tego bym nie chciała. 
Kiedy do sali weszła sekretarka, żeby przekazać coś profesorowi odezwał się:
- Przepraszam za wczoraj.
- Nie przepraszaj, nie masz za co.
- Właśnie, że mam. Ty masz chłopaka, a ja...
- Tak mam chłopaka, ale skąd mam wiedzieć czy nie zakocha się w innej kiedy wyjedzie? Wkoło kręci się dużo ładnych dziewczyn, a ja jestem... zwyczajna.
- Mi się podobasz - uśmiechnął się. 
- Słuchaj! Ty też mi się podobasz, ale ja... - spojrzałam się po klasie i co dziwne nikt nas nie słyszał choć rozmawialiśmy na tyle głośno, żeby to słyszeć.
- ...ja nie mogę. Kocham Lucasa.
- Spokojnie, rozumiem. Chcę żebyś wiedziała, że... - dokończył pół szeptem.
-...zaczekam na ciebie. 
Osłupiałam.
Pewnie gdy wrócę do domu powinnam zmienić status z "w związku" na "to skomplikowane" bo moje życie to jedna wielka KOMPLIKACJA!


~Miranda Morgan

sobota, 31 marca 2012

Rozdział 7

Znowu przyśnił mi się mój sen. Ten sen przez, którego nie mogę dobrze spać.
Ten sen, który jest dla mnie dziwny. Ten sen, którego się boję. Ten sen o którym ciągle myślę. Ten sen znowu powrócił i będzie mnie mi się śnić już zawsze.
Jednakże tym razem był jakiś...INNY.
Wyglądał bardziej jakby grali go aktorzy.
Kiedy opowiedziałam o tym tacie przy śniadaniu zapytał - A ja wyglądałem jak Johnny Depp ?
- Tak, z pewnością tato - odpowiedziałam dusząc śmiech i przy okazji krztusząc się czekoladowymi płatkami śniadaniowymi.
Ojciec powiedział to z taką powagą, że myślę iż naprawdę sądzi, że jest podobny do Johnnego Deppa. Może niedługo powie, że chce zostać aktorem i zagrać w Piratach z Karaibów ?

                                         ***

Wychodząc z domu znalazłam leżącą na podjeździe kartkę, z której ledwo mogłam coś odczytać. Jednak gdy słońce wyjrzało zza chmur, oświetlając przy tym dokładnie każdą literę, mogłam przeczytać wszystko bez żadnego problemu.
,, Droga Mirando,
  Nie chciałem mówić ci tego osobiście (pewnie, któreś z nas by się rozkleiło) i mam nadzieję, że zrozumiesz. Ojciec dostał awans i przeprowadzamy się do Londynu. Na razie nie wiemy ile tam będziemy i czy w ogóle zostaniemy.
Po tygodniu "rodzice" podejmą decyzję i być może wtedy się spotkamy.
Wiedz, że będę ci zawsze wierny i nie przestanę cię kochać.
~Lucas."
Z początku nie uwierzyłam własnym oczom. Najpierw było mi smutno, a potem uświadomiłam sobie, że ktoś może robi sobie ze mnie żarty. 
Postanowiłam, że będę trzymać się tego drugiego i jakby nigdy nic poszłam do szkoły. Przy wejściu spotkałam Brigitte i Michaela ,przywitałam się i zaczęliśmy rozmawiać. 
- Widzieliście gdzieś Lucasa?
- Nie, raczej zobaczyłbym jego czerwone Ferrari - odpowiedział Michael.
Faktycznie auta nigdzie nie było. Znowu złapałam doła, ale chwila...może przyszedł na pieszo. Zostało we mnie choć trochę nadziei.
Nagle zadzwonił dzwonek na lekcję.
Udaliśmy się do klasy.
Gdy weszłam do sali moja ławka była pusta - usiadłam sama.
Jakaś mała cząstka mnie ciągle mówiła: ,,On wcale nie wyjechał!" natomiast większa część wręcz przeciwnie.
Pod tablicą stał nasz nauczyciel z chłopakiem, którego pierwszy raz widziałam na oczy. Miał odrobinę za długie włosy i niebieskie oczy.  W sumie gdyby się obciął byłby całkiem przystojny.
- Przywitajcie serdecznie waszego nowego kolegę...Toma. - powiedział.
-  Czeeeeść Tom! - wykrzyczała cała klasa jak to miała w zwyczaju.
- Tom, usiądziesz obok panny Morgan. - pokazał palcem na puste miejsce obok mnie, a Tom posłusznie wykonał polecenie. Już miałam wykrzyczeć: ,,Przecież tu siedzi Lucas!", ale powstrzymałam się. Ta mała cząstka, która jeszcze 5 min. temu wołała ,,On wcale nie wyjechał!" zrobiła się jeszcze mniejsza i ledwo mogłam ją usłyszeć. Czułam, że zaraz się rozpłaczę, wyjdę z klasy i pójdę się wypłakać do toalety. ,,Uspokój się Miranda" - mówiłam spokojnie w myślach.
Nagle mój towarzysz z ławki się odezwał. - Cześć, mam na imię Tom
- Miranda - podałam mu rękę ze sztucznym uśmiechem, wypakowałam książki i zaczęłam rysować serca na ostatnich kartkach zeszytu.
- Widzę, że ktoś tu jest zakochany - zaśmiał się Tom.
Posłałam mu pełne wyrzutu spojrzenie. Już chyba nie miał zamiaru ze mną zadzierać - w desperacji wyjął iPoda, włożył do uszu słuchawki i zaczął słuchać głośnej muzyki, którą słyszałam bardzo dobrze. 
Po kilku minutach usłyszałam z jego słuchawek ulubioną piosenkę Lucasa.
Przebiegł przeze mnie dreszcz, a ta cząstka mnie zmniejszyła się jeszcze bardziej - w moich oczach pojawiły się łzy, wzięłam głęboki oddech, żeby się uspokoić. Niestety Tom to zauważył.
- Wszystko w porządku? - zapytał
- Tak, w największym porządku. - skłamałam
- Jakoś ci nie wierzę...chyba nie potrafisz kłamać - uśmiechnął się łobuzersko.
- Nie kłamię, tylko odrobinę mijam się z prawdą - zachichotałam
- Proszę nie rozmawiać panno Morgan! - krzyknął nauczyciel.
- Proszę pana! Ona wcale nie rozmawia. To ja ją poprosiłem, żeby mi coś wytłumaczyła.
- Skoro tak, to bardzo przepraszam.
- Widzisz, to jest kłamstwo - puścił do mnie oko.
Odpowiedziałam mu tym razem...szczerym uśmiechem. Ta dziewczyna, która histerycznie przejmowała się wyjazdem Lucasa po prostu...zniknęła. Tak, jest mi smutno, ale nie tak jak przed chwilą. Widocznie jest to radość z poznania nowego przyjaciela.
Po zakończeniu lekcji, gdy wyszłam z klasy Tom poszedł za mną.
- Hej,może chciałabyś się spotkać po szkole,no wiesz żeby się lepiej poznać? - spytał.
Przez chwile milczałam, zobaczyłam nagle rezygnację w jego oczach.
- Okej, a gdzie? - odpowiedziałam.
- Hmm...no nie wiem, może w parku albo w kawiarni?
- Dobrze, w parku. Mamy dzisiaj piękną pogodę.
Przerwał nam dzwonek na kolejną lekcję.
- Na jaki język chodzisz? - zapytałam
- Na francuski - nie wiem z jakiej przyczyny naprawdę się ucieszyłam.
- Ja też! - powiedziałam z entuzjazmem w głosie. Chyba gorzko tego pożałuję, wzbudzając sobą jego zainteresowanie...
- Może znowu usiądziemy razem?
- Pewnie.

Czy ja naprawdę się zgodziłam? Mam nadzieję, że to zaciekawienie moją osobą jest tylko chwilowe...

~Miranda Morgan

czwartek, 29 marca 2012

Rozdział 6

- No powiedz gdzie jedziemy...proszę! 
- Wtedy zepsujesz całą niespodziankę.
- No dobra...poczekam, ale powiedz chociaż kiedy tam dojedziemy ?
- Za jakieś dwie godziny.
- Ale to właśnie powiedziałeś 2 godziny temu - zachichotałam 

Kilka godzin później Lucas stanął przed lasem.
- Po co przyjechaliśmy do lasu ?
- Zobaczysz... - Otworzył moje drzwi i wziął mnie za rękę.
Szliśmy przez las ok. 15 min i nagle zobaczyliśmy łąkę.
- Jak tu pięknie. - Wyglądało to jak na filmie: dziewczyna trzyma chłopaka za ręce, patrzy mu się prosto w oczy, on się nachyla i przyciska usta do jej ust.
Jednakże to nie był film - uszczypnęłam się kilka razy by to sprawdzić, a cały ten 'schemat' o którym powiedziałam był rzeczywistością.
Usiedliśmy pod drzewem.
Wyjęłam klucze do domu i zaczęłam wyskrobywać moje imię, żeby zostawić po sobie jakiś ślad. Napisałam Miranda, ale później dodałam + Lucas = ♥
Spojrzałam na niego, zarumienił się.
Przecież to nie ja wyznałam mu miłość tylko on mi, może teraz moja kolej.
Położyłam mu głowę na ramieniu i powiedziałam - Kocham cię!
- Naprawdę?
- Tak...uwielbiam gdy się uśmiechasz. Kiedy się na ciebie patrzę nie widzę nikogo innego.
- Tak samo mam z pewną dziewczyną. - podniosłam głowę i spojrzałam się na niego.
- Jaką?
- Tobą - zaśmiał się
- Och...
- Pokochałem cię już wtedy w przedszkolu kiedy wysypałaś mi piasek na głowę.
- Zmyślasz. 
- A pamiętasz nasz pocałunek...w szóstej klasie? - Zamyśliłam się i cofnęłam myślami do ostatniego dnia szóstej klasy. Pokłóciłam się z nim dzień wcześniej o to kto będzie miał więcej punktów na egzaminie. Wygrał - miał o 1 pkt. więcej.
- Gratuluję 40 pkt. - powiedziałam.
- Najwyraźniej jestem lepszy. - spojrzałam na niego z rozszerzonymi oczami.
- Słucham ?!
- Powiedziałem tylko, że jestem lepszy, nie bulwersuj się.
- Ty idioto - walnęłam go "z liścia" i pobiegłam z płaczem do łazienki, skuliłam się pod drzwiami. Nagle do łazienki wszedł Lucas.
- Miranda ! 
- Jesteś w pierwszej klasie ? To damska łazienka.
- Wiem.
- Po co tu przyszedłeś? Pochwalić się tym, że "jesteś lepszy" ode mnie ?
- Nie, chciałem cię przeprosić. Miałaś rację - jestem idiotą! - otworzyłam drzwi i wyszłam, stanęłam obok niego.
- Pozwól, że bez grzeczność nie zaprzeczę - zaśmiałam się.
Spojrzał mi w oczy, jedną ręką dotknął moich pleców, nachylił się i pocałował mnie. Chociaż byłam zaskoczona odwzajemniłam pocałunek.
Trwał on dłużej niż myślałam, już wtedy całował jakby robił to już z milion razy.
Z trudem wyrwałam się z jego uścisku.
- Zrobiłem coś nie tak?
- Nie, ale muszę...już iść.
- Czekaj, Miranda!  - ale ja już wyszłam z łazienki i nawet nie interesowało mnie co chciał powiedzieć, poszłam do domu i już przez następne 5 lat z nim nie rozmawiałam.
Wróciłam do życia realnego.
- Tak, dobrze pamiętam. Co chciałeś powiedzieć wtedy kiedy już wyszłam z łazienki ? 
Zamyślił się.
- Nie wiem, nie pamiętam. - ale ja i tak wiedziałam, że chciał powiedzieć mi to co ostatnio "Je t'aime Miranda"...

~Miranda Morgan

środa, 28 marca 2012

Rozdział 5

Tego dnia gdy razem z Lucasem nie poszliśmy do szkoły nie zapomnę nigdy.
Robiliśmy przeróżne rzeczy m.in. Skakaliśmy na bungee, kąpaliśmy się w jeziorze w ubraniach, nabieraliśmy innych ludzi itd. Chyba za dużo zajęłoby mi wymienianie ;)
Jednak zrobiło mi się strasznie smutno kiedy musieliśmy się rozstać dlatego, że jego rodzice wracają z tygodniowego wylotu na Karaiby.
Do godziny 4:00 nad ranem pisaliśmy razem SMS-y typu: 
-Śpisz?
-Nie :)
-Tęsknie za tobą.
-Ja bardziej ♥
- Nie, ja bardziej!

__________________________

Rano zrobiłam się na bóstwo. Przecież nikt nie mógł mnie zobaczyć tak jak ZAWSZE! W końcu jestem dziewczyną najprzystojniejszego (i najsłodszego♥) chłopaka w całej szkole, a może nawet w całym mieście, albo i na świecie. Ubrałam się w kwiaciaste legginsy, gładką, beżową tunikę od DKNY i fioletowe koturny, a do tego jeszcze duże okulary od Gucciego. Wyprostowałam włosy,a usta pomalowałam jasnoróżowym błyszczykiem i tadam...wyglądałam tak jak ja, ale w lepszym wydaniu.
Spojrzałam do kalendarza - 14 lutego! 
W tym samym momencie ktoś zadzwonił do drzwi - Lucas.
Przyszedł z wielkim bukietem róż, wziął mnie na ręce i zaczął obcałowywać.
Wyglądało to tak jakby właśnie prosił mnie o rękę. Wszystko co dla mnie robił było takie słodkie i nie chciałam go odstępować nawet na krok. 
Wzięłam szybko moją torbę i poszłam razem z nim do jednego z jego kilku samochodów. Gdy wchodziliśmy do szkoły - ja z bukietem róż w jednej dłoni i ręką Lucasa w drugiej wszyscy się na nas patrzyli. Każda dziewczyna spoglądała na mnie z zazdrością, a chłopcy z zazdrością... na Lucasa.
Ustaliliśmy, że siedzimy razem na każdej lekcji. 
Na pewnej przerwie Brigitt spytała się - To jest twój chłopak? 
- No...tak
- Ale niedawno jeszcze się do siebie w ogóle nie odzywaliście.
-Jakoś tak wyszło. On jest cudowny! Troszczy się o mnie. - Znowu zarumieniłam się przypominając sobie tę noc spędzoną w jego domu.
Nagle przyszedł Lucas przerywając naszą rozmowę 
- Miranda, muszę ci coś powiedzieć!
- Tak? - Spojrzałam na niego z wyczekiwaniem.
- Moi kumple uznali, że jesteś najładniejszą dziewczyną w szkole.
- Naprawdę?
- Tak, z resztą cała szkoła tak myśli, ale dla mnie jesteś najpiękniejsza na całym świecie... - Znów spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczami,a uśmiech gościł na jego twarzy. Musiałam go pocałować skoro nie mogę mu się jakkolwiek odwdzięczyć za wszystko co mówił.
- Ooo! Jakie to słodkie - powiedziała Bridgitt - spojrzałam na nią kątem oka ciągle patrząc się w oczy Lucasa. Jego ręce owinęły się wokół moich bioder.
Znów poczułam motyle w brzuchu.

Po wszystkich lekcjach wyszliśmy ze szkoły.
-Podwieźć cię? - zapytał Lucas
- Oczywiście! - kiedy jechaliśmy główną drogą omijając mój dom spytałam
- Gdzie jedziemy?
-Niespodzianka - uśmiechnął się jak zawsze gdy chciał okazać mi więcej czułości.

~Miranda Morgan

wtorek, 27 marca 2012

Rozdział 4

Przez całą noc spędzoną w domu Lucasa w jednym łóżku myślałam o moim śnie.
Co on oznaczał? To pytanie ciągle chodziło mi po głowie. 
Około godziny 3:00 przestałam myśleć o śnie, ale o tym 'Jak ja się tu znalazłam?'.
Czy przypadkiem Lucas nie zaprosił mnie do siebie...NA NOC?!
Wszystko stało się tak...nagle, a ja nawet nie zastanawiałam się nad odpowiedzią na jego pytanie. 
Na widok Lucasa mam motyle w brzuchu i właśnie dlatego próbowałam spać odwrócona do niego plecami, słuchając jego spokojnego oddechu.
Spałam w moich koronkowych stringach i jego o wiele za dużej koszuli.
Gdy nie wytrzymałam i popatrzyłam na niego, przed oczami ciągle miałam naszą rozmowę i pocałunek. Chyba on w towarzystwie i sam na sam ze mną jest zupełnie inny...PRAWDZIWY.
Gdy tak się na niego patrzyłam nagle otworzył oczy i spojrzał na mnie z zatroskaniem.
Czemu jeszcze nie śpisz? - zapytał.
A jego brązowe oczy były zbyt idealne, piękne, cudowne, fantastyczne, niepowtarzalne (zabrakło mi słów).
-Nie mogę zasnąć
-Może to ci pomoże? - Pocałował mnie i objął ramieniem. Położyłam mu głowę na piersi. Słyszałam jego serce, które biło wyjątkowo szybko.
Poczułam się na prawdę znacznie lepiej.
-Tak, zdecydowanie lepiej. - odpowiedziałam.
W jego objęciach trudno było nie zasnąć. Kiedy mnie dotykał przechodził przez moje ciało przyjemny dreszcz. Czułam się przy nim...Bezpiecznie.


Rano wstaliśmy prawie jednocześnie, jednak on był pierwszy.
Gdy się obudziłam znów spojrzał na mnie swoimi oczami i uśmiechnął się łagodnie. 
- Jak się spało księżniczko? - zapytał
- Świetnie, dzięki tobie... - Zarumieniłam się. Czy ja na prawdę powiedziałam to głośno?
Poszłam na chwilę do łazienki. Jak wróciłam Lucas zaczaił się w drzwiach i walnął mnie poduszką, tym samym wywołując wojnę na poduszki.
Popchnął mnie na łóżko i zaczął łaskotać.
- Mam cię! Znam twój słaby punkt.
Pociągnęłam go za koszulkę na materac i położyłam się na nim.
-Poddajesz się ? - Zachichotałam
-Nie, a ty?
-Mam przewagę.
- Nie sądzę... - Tym razem role się odwróciły, ja byłam pod nim.
Znów spojrzałam mu prosto w oczy, a on pocałował mnie po raz kolejny.
Nasza 'wojna' została przerwana. Przez 10 min. nie mogliśmy się od siebie oderwać. On zdjął ze mnie swoją koszulę. Byłam w samej bieliźnie.
Już prawie doszło do...wiadomo czego.


Przerwało nam to, że dzisiaj jest wtorek i musimy iść do szkoły.
Pierwsza była biologia z której miałam się zerwać.
- Co tam...olać szkołę ! - Powiedziałam wesoło. 


~Miranda Morgan

poniedziałek, 26 marca 2012

Rozdział 3

Przez całą noc nie zmrużyłam oka.
Pomimo to wyglądałam wesoło i promiennie (choć mój sen był lekkim wstrząsem).
Bardzo boję się śmierci. Nie wiem jak to jest kiedy nie istniejesz i po prostu cie nie ma. Aż mnie przeszły ciarki.
Zawsze spędzałam sporo czasu przed lustrem - nie tylko przygotowując się, ale wymyślając siebie jako kogoś innego, co bardzo lubiłam robić gdy byłam mała...choć wtedy chciałam być księżniczką, a teraz Victorią Beckham.
Z domu wyszłam wcześniej dlatego, że postanowiłam się dotlenić i przejść się na piechotę.
Gdy byłam już w środku drogi za mną szedł Lucas - szkolna gwiazda futbolu.
Nigdy go nie lubiłam, bo zawsze myślałam, że uważa się za kogoś lepszego od innych, ale mimo to był bardzo przystojny.
-Cześć Miranda! Pięknie wyglądasz.
- Cześć! Dzięki - powiedziałam nieco zaskoczona.
-Może wpadłabyś do mnie po szkole ? Mam problem z francuskim. Pomożesz mi?
-Pewnie.
- Ok. To do zobaczenia!
-Pa! - Pomachałam mu na do widzenia, a moje serce zaczęło szybciej bić.
Ostatni raz odezwał się do mnie w 6 klasie podstawówki, więc czemu tak nagle zaczął się mną interesować po 5 latach w drugiej liceum ? 
Myślałam, że jest dobry z francuskiego. Miał jakieś problemy? Nie, to niemożliwe.
Gdy weszłam do szkoły każdy się do mnie uśmiechał, a nawet osoby, których nie znałam. To życie jest dziwne...jeszcze przed weekendem ludzie mnie unikali.
Co się stało?
Na pierwszej lekcji na, której była Matematyka Lucas zapytał się czy możemy razem usiąść. Jako, że i tak zawsze siedziałam sama zgodziłam się.
Przez całą lekcję przysuwał się bliżej mnie, dotykał...niby przez przypadek i pierwszy raz spojrzałam mu prosto w jego, piękne, brązowe oczy. 
Przez długą chwilę patrzyliśmy się na siebie i nagle przerwał nam dzwonek.
Na każdej przerwie ze mną rozmawiał, a po lekcjach...poszłam do jego domu.
Wiedziałam, że mieszka na bogato, ale na widok jego Willi szczęka mi opadła.
Cały dom miał chyba z 2000m kwadratowych, po prawej stronie widać było basen. Na podjeździe stały cztery samochody - dwa sportowe i dwa terenowe.
-Panie pierwsze - powiedział i otworzył mi drzwi.
-Dziękuję.
Jego dom był czystszy od domu jakiejkolwiek gwiazdy, którą stać na najlepszą obsługę.
- Jak tu ładnie - powiedziałam
- Dzięki. Moja macocha dba o czystość.
- A twoja mama?
-Umarła...jak miałem 13 lat
- Oj...strasznie przepraszam.
-Nic nie szkodzi.
-Ja też wiem jak to jest - moja mama była alkoholiczką i kiedyś za dużo wypiła, i groziła komuś...śmiercią. Teraz mieszkam z tatą o tysiące kilometrów od mamy.
Czasem mi jej brak, ale przynajmniej ma narzeczonego, który wyciągnął ją z nałogu.
Rozmawialiśmy tak przez dłuższy czas i nagle przypomniałam sobie po co przyszłam. 
- A francuski?
- Aaa...tak. Na śmierć zapomniałem. Chodź do mojego pokoju.
Ku mojemu zdziwieniu pokój nie był (jak u większości futbolistów) obklejony plakatami, nie panował w nim bałagan i książki nie leżały niechlujnie na biurku.
Był wielki...na środku stało dwuosobowe łóżko, z boku duża komoda i biurko, a z drugiej strony...fortepian.
-Grasz ? - wymamrotałam lekko zdziwiona.
-Tak - powiedział trochę zażenowany
- No więc co to znaczy[...]
- Mógłbyś mi coś zagrać ? - Przerwałam
-Pewnie.
Grał tak cudownie...delikatnie.
Gdy skończył zapytał -  Więc co to znaczy Je t'aime Miranda ?
- Kocham cię...Miranda
Przez chwilę unikałam jego spojrzenia, wreszcie podniosłam głowę. 
Patrzył na mnie jakby chciał zapytać "Chcesz zostać moją dziewczyną ?".
Przytuliłam go. Wtedy uświadomiłam sobię, że też coś do niego czuję.
Oderwałam się od niego. 
Potem złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Nasze usta się spotkały...nigdy wcześniej nikt nie całował mnie tak namiętnie.
Wreszcie zapytał - Zostaniesz u mnie na noc ?
- T-tak - odpowiedziałam. Wzięłam telefon i napisałam tacie, że zostanę na noc u jednej z koleżanek. Odłożyłam go i zawiesiłam mu ręce na szyi. Wróciliśmy do poprzedniej czynności. Zdałam sobie z tego sprawę, że on mnie Kocha i co najważniejsze, że ja kocham jego...


~Miranda Morgan

Rozdział 2

Wow! Ostatnio napisałam 30 stycznia 2011r. !
W ogóle zapomniałam, że mam bloga ;)
Zaczynam pisać dalej.


Następnego dnia obudziłam się o 4:00 nad ranem. Obudził mnie jakiś hałas dobiegający z domu sąsiadów. Ubrałam się w byle co i nie zważając na to, że wyglądam jak żona Frankensteina wybiegłam z domu.
Między naszymi domami rosło mnóstwo wysokich drzew i właśnie dlatego nazywałam to lasem.
Gdy zaczaiłam się pod domem sąsiadów zobaczyłam mamę, tatę oraz moją starszą siostrę Cathy. Byli okropnie wkurzeni i powiedzieli, że musimy się stąd wyprowadzić. 
-Dlaczego mamy się wyprowadzić? - spytałam trochę zdziwiona.
Nikt nic nie odpowiedział.
-Kiedy wyjeżdżamy ? 
- Za tydzień. Masz okazję pożegnać się z przyjaciółmi. - odpowiedziała mama.
Wolałam się o nic nie pytać. Następnego dnia poszłam do małego domku za laskiem, żeby sprawdzić o co chodziło.
Zapukałam do drzwi, ale nikt nie otwierał, więc postanowiłam wejść bez czyjegoś zaproszenia.
W domu panował bałagan. Telewizor był przewrócony, woda w kuchni się lała, podłoga była oblana czymś lepkim. 
Zaczęłam wspinać się na górę po stromych, skrzypiących schodach.
Nagle ktoś chwycił mnie za ramię, przewróciłam się i zemdlałam.
Przytomność odzyskałam w szpitalu.
Rodzice rozmawiali z lekarzem, który mówił, że mój stan jest niebezpieczny dla życia. Na ekranie pojawiła się prosta kreska. 
- O jezu! Umarła!!! - szlochali rodzice
- Tak mi przykro - powiedział doktor
- Zrobiłem wszystko co w mojej mocy, ale nie udało się jej uratować...jej stan był bardzo ciężki.


Nagle obudziłam się w moim całkiem bezpiecznym łóżku, tym razem o 7:00 nad ranem. Wtedy zdałam sobie sprawę, że to był tylko sen.


~Miranda Morgan

niedziela, 30 stycznia 2011

Rozdział 1

Starałam się nie myślec o tym co się wczoraj wydarzyło,usiadłam w kącie pod ścianą. Zaczęłam się patrzec w gwiazdy chociaż nie miałam na to ochoty. W końcu zasnęłam. Rano jak tylko wstałam odrobiłam lekcje i zjadłam śniadanie....właściwie nie miałam ochoty na nic więc poszłam pieszo do szkoły, wcale nie miałam tak daleko zaledwie 40 minut na pieszo i 10 minut samochodem. Gdy przyszłam do szkoły kilka ludzi spoglądało na mnie dziwnie, nie rozumiałam o co im chodzi, więc spytałam się Michaela - mojego kumpla z klasy. Co im się stało albo co ja zrobiłam ?  Michael nic nie odpowiedział i poszedł do klasy.
Nagle zadzwonił dzwonek na lekcje ,więc poszłam wolnym krokiem na Biologię po drodze spotkałam moją najlepszą przyjaciółkę - Brigitte. Brigitte uśmiechnęła się do mnie przyjacielsko i poszła w inną stronę.
Gdy już byłam pod salą do biologi po prostu weszłam i przywitałam się z nauczycielem.
Już prawie pod koniec lekcji nauczyciel zapowiadał sprawdzian z tego o czym rozmawialiśmy i właśnie tu miałam problem, bo nie słuchałam tego o czym mówił ,a przecież nie mogłabym dostac 1 może dla tego ,że jestem wzorową uczennicą.
Po lekcji jak wszyscy poszłam z Brigitte na stołówkę, kupiłyśmy sobie po wodzie i pączku przynajmniej ja bo nie zwracałam na to uwagi co wzięła Brigitte oraz na przybywające kilogramy.
Jak tylko usiadłyśmy przy stole od razu przyszedł do nas Michael oraz Eric.
Długo gadaliśmy,aż straciliśmy poczucie czasu.
Ja i Michael mieliśmy teraz w-f ,a jeszcze co najmniej 5 minut na przebranie się.
Po w-f poszłam już do domu i myślałam nad sobą co ja mam zrobic,a może zerwałabym się z lekcji...w końcu biologie mieliśmy pierwszą w kolejności.
Tata by się i tak nie dowiedział.
Już pomyślałam o czymś i nagle....
Tata wrócił z pracy.
Przywitałam się z nim,wzięłam popcorn i zaczęłam oglądać właśnie lecący horror.
Potem się umyłam i poszłam spać.
Nie był to normalny ani nie normalny dzień. Był wręcz...dziwny.

~Miranda Morgan

Story by Oliwia