piątek, 13 kwietnia 2012

Rozdział 10

Z początku chcę przeprosić za nie pisanie, ale miałam chwilowy brak weny i brak czasu.
Dobrze, że kilka osób upomina się o kolejny rozdział.
Właśnie dzięki tym osobom teraz go dostaniecie :)
                                                              . . .



Miałam za sobą kolejną nie przespaną noc.
Nawet duża dawka tabletek nasennych nie pomogła mi zasnąć.
Z rana wypiłam dwie mocne kawy i oblałam twarz zimną wodą żeby doprowadzić się do ładu. 
W szkole musiałam siedzieć z Tomem, a nasz nauczyciel kazał usiąść Lucasowi z tą chudą tyczką Jane. 
Jane była dosłownie tępą blondynką - z każdego testu dostawała nie wyżej niż 2,  chichrała się ze wszystkiego, a do tego była cheerleaderką. Zrobiona była tylko z krwi i kości, i ważyła nie więcej niż 35 kg. Można było ją nazwać "Chodzącą anoreksją". 
Każda lekcja była dla mnie koszmarem! Najokropniejsze było to, że obok mnie siedział Tom, a jego wczorajsze "wyznanie" i moje dziwne zachowanie wobec Lucasa frustrowało mnie. 
Postanowiłam, że będę go unikać i traktować jak powietrze.
Przyznam, że nie było łatwo bo każda rozmowa z Tomem była dla mnie przyjemna. Mogłam z nim rozmawiać jak z dobrym przyjacielem, którego znałam od lat i nie sądziłam, że...mogę mu się podobać. 
Na przerwie Tom do mnie podszedł, choć modliłam się żeby było inaczej.
- Wszystko dobrze? - zapytał
- Tak, dlaczego miałoby być źle?
- Od samego rana zachowujesz się dziwnie. Unikasz mnie?
- No co ty! Pewnie, że nie! Po prostu nie wyspałam się...
- Mhm...jasne. Może spotkamy się dzisiaj? - W głębi duszy nie chciałam się z nim spotkać, ale mój mózg odmawiał posłuszeństwa.
- Tak - odpowiedziałam. Od razu rozpromieniał.
Poszliśmy razem do klasy. Po drodze szliśmy tak blisko siebie i złapał mnie za rękę. Od razu wyrwałam moją dłoń z jego uścisku. 
- Przepraszam - powiedział wyraźnie zawstydzony.
- Nic nie szkodzi - odpowiedziałam też z lekko wstydliwym uśmiechem. 


                                          ***


Po szkole poszłam do domu Toma na "odrabianie lekcji".
Jego dom był piękny. Nie tak duży jak willa Lucasa, ale jednak podobał mi się trochę bardziej. Pomalowano go na ciemnobrązowy kolor. Część, która jest po stronie bardzo zadbanego ogrodu, zrobiona była z samych okien (jak w lofcie).
Ogród miał ok. 1000 m2.
Na jego terenie znajdował się duży basen, altana i wiele rodzajów drzew, krzewów i kwiatów. Dałabym się zabić, żeby tylko tam pójść.
- Chodź! Pójdziemy do mojego pokoju.
- A nie możemy iść tam? - spojrzałam błagalnie i pokazałam palcem na altanę.
- No...dobrze. - odpowiedział.
- Dzięki. 
Otworzył drzwi i przepuścił mnie pierwszą.
- Ten ogród jest piękny! - powiedziałam i usiadłam na ławie, która znajdowała się na altanie. Tom usiadł tuż przy mnie, jego ramię dotykało mojego. Z resztą nie przeszkadzało mi to.
- Nie tak piękny jak ty. - zanim dotarło do mnie co powiedział, nachylił się i lekko mnie pocałował. Kiedy przestał, odsunął się.
Już wiem, że istnieje takie coś jak "miłość od pierwszego wejrzenia".
Przecież poznaliśmy się ponad 2 dni temu. Wreszcie rozumiem co on czuje.
Przysunęłam się bliżej niego i wzięłam go za ręce.
- Tom... kocham cię. Może nie kocham cię tak jakbyś chciał lecz wiem, że tak jest. Znamy się od równo 2 dni 8 godz. i 17 min., ale jesteś dla mnie ważny. - przytuliłam się do niego i nim się obejrzałam nieświadomie przycisnęłam swoje usta do jego ust.


~Miranda Morgan

czwartek, 5 kwietnia 2012

Rozdział 9

Następnego dnia w piątek miałam spotkać się z Lucasem i miał mi wreszcie powiedzieć czy zostaje,czy wyjeżdża. Jednak i tak mogłam przewidzieć, że druga odpowiedź  jest oczywista. Czemu miałby zostać tutaj skoro może mieszkać w Londynie? Już przećwiczyłam jak nie płakać, żeby zapamiętał mnie taką jak zawsze uśmiechniętą i promienną.
Mieliśmy spotkać się o 13:00, więc zerwałam się z angielskiego na którym i tak było zastępstwo z nauczycielem z innej szkoły, który miał jakieś niekontrolowane ataki płaczu i śmiechu (na przemian).
Przed angielskim wzięłam swoje rzeczy i poszłam do domu Lucasa.
Myślałam, że będzie smutny, ale on był...szczęśliwy. Trochę zbiło mnie to z tropu.
- Miranda, zostaję tutaj.- powiedział i usiadł z ulgą na krześle.
Minęło kilka sekund zanim dotarło do mnie co powiedział.
- Fajnie, nareszcie jesteś! - powiedziałam tak sztucznie tak jak wtedy gdy poznałam Toma i pocałowałam go lekko w policzek.
- Całe szczęście. Londyn był okropny!
- Nie wierzę ci! Nie byłam tam, ale zawsze chciałam...
- Jak chcesz to możemy tam kiedyś polecieć razem. Oczywiście jeśli chcesz. - złapał mnie za rękę leżącą na stole. Spojrzałam się i natychmiast ją cofnął.
- Myślisz, że tata mnie puści?
- Myślałem raczej o tym, żeby zrobić to za rok, ale jeszcze możemy uciec...jeśli nie chce ci się czekać - Czy Lucas myślał kiedyś o ucieczce gdziekolwiek? Już to widzę!
- Mhm. Chyba muszę już iść...zerwałam się z angielskiego. Do jutra!
- Co ? Dopiero przyszłaś. - powiedział Lucas z niedowierzaniem.
- Tak, ale trochę źle się czuję. Do zobaczenia.
Kiedy wyszłam poczułam niepokój.
Czy ja odstawiłam tam jakąś szopkę? Mój chłopak wrócił z Londynu, a ja wyszłam od niego po 3 min. udając złe samopoczucie. Albo to kolejny głupi sen, albo coś jest nie tak....ze mną!


~Miranda Morgan

wtorek, 3 kwietnia 2012

Rozdział 8

Muszę przyznać, że spacer z Tomem wyszedł świetnie! No może poza jednym szczegółem... Ale chwila! Może najpierw wszystko wam opowiem?
Okej, chyba tak będzie lepiej, bo wy będziecie wiedzieć o co chodzi i ja sama się w tym nie pogubię.


No więc...spacer z Tomem wyszedł świetnie!. Rozmawialiśmy jakbyśmy znali się od dawna. Tak szczerze jeszcze z nikim nie rozmawiałam...nawet z Lucasem.


Potem poszliśmy nad staw. Kiedy zaczął się ze mną przekomarzać wepchnęłam go do wody.
- Sama tego chciałaś! - krzyknął i wciągnął mnie tam za nogę.
Podpłynęłam bliżej niego, choć muszę przyznać, że nie było łatwo.
Spojrzał na mnie i nagle nasze oczy się spotkały. Ta chwila kiedy on na mnie spoglądał, a ja na niego trwała o wiele za długo. 
Żeby uniknąć pocałunku ochlapałam go wodą i  było to chyba jedyne rozwiązanie.
Nagle on mnie ochlapał. Pewnie wyglądaliśmy tam razem jak dzieci, które robią sobie wojnę na wodę. 
- Odprowadzić cię do domu ? - zapytał
- Jeżeli chcesz... 
- Chcę - uśmiechnął się. 
Oczywiście wracaliśmy cali mokrzy, ale na szczęście miałam kurtkę, więc co najwyżej mogłam być przeziębiona.
Gdy doszliśmy pod mój dom ciągle o czymś mówiliśmy, więc staliśmy przed nim jakieś 10 min. Nagle zobaczyłam w oknie tatę i pokazałam na niego kciukiem.
- Muszę już iść. - ale on nic nie mówił...nasze usta się zbliżyły i tak...pocałował mnie. Muszę przyznać, że nawet mi się podobało, ale to Lucas jest moim chłopakiem!
- Przestań. Ja...mam chłopaka!
- Naprawdę? 
- Tak! Wyleciał do Anglii. My... możemy być jedynie przyjaciółmi! - powiedziałam kierując się w kierunku domu.
- Miranda zaczekaj! - powiedział gdy już zamykałam drzwi.
- Co to za chłopak ? - zapytał tata
- Kolega - odpowiedziałam lekko naburmuszona i zarazem ciągle w szoku po pocałunku Toma.
- Nie byłbym tego taki pewien - powiedział
- Coś sugerujesz?
- Nie, może tylko to, że raczej nie masz stałych uczuć. Najpierw Lucas, a teraz...
- Tato! - krzyknęłam - On jest jedynie moim kolegą. Poznałam go dzisiaj w szkole.
- Mhm, jasne. A czemu jesteś mokra ?
- Długa historia - odpowiedziałam i pobiegłam do swojego pokoju.
Położyłam się na łóżko nie zważając na to czy będzie mokre czy nie.
Sprawdziłam telefon - żadnych wiadomości od Lucasa.
Pewnie tam zostaje, na 100% będzie mieszkać w Londynie i zakocha się w jakiejś Angielce, a ja nawet nie zostanę w jego pamięci i zapewne skasuje mój numer. Najważniejsze, że za pewien czas znowu się spotkamy i najprawdopodobniej już po raz ostatni.
Czemu to życie jest takie trudne ?


                                           ***


Na pierwszej lekcji znowu mieliśmy matematykę z prof. Sullivan'em.
Musiałam siedzieć z Tomem, choć nie mogłam znieść tej niezręcznej ciszy, która panowała przez całą lekcję. Tom spojrzał się na mnie tylko raz...wtedy gdy weszłam do klasy. Na pewno nie chce ze mną rozmawiać.
Może...mogłam go posłuchać zanim zamknęłam drzwi? Choć wtedy pewnie zacząłby mnie przepraszać,a tego bym nie chciała. 
Kiedy do sali weszła sekretarka, żeby przekazać coś profesorowi odezwał się:
- Przepraszam za wczoraj.
- Nie przepraszaj, nie masz za co.
- Właśnie, że mam. Ty masz chłopaka, a ja...
- Tak mam chłopaka, ale skąd mam wiedzieć czy nie zakocha się w innej kiedy wyjedzie? Wkoło kręci się dużo ładnych dziewczyn, a ja jestem... zwyczajna.
- Mi się podobasz - uśmiechnął się. 
- Słuchaj! Ty też mi się podobasz, ale ja... - spojrzałam się po klasie i co dziwne nikt nas nie słyszał choć rozmawialiśmy na tyle głośno, żeby to słyszeć.
- ...ja nie mogę. Kocham Lucasa.
- Spokojnie, rozumiem. Chcę żebyś wiedziała, że... - dokończył pół szeptem.
-...zaczekam na ciebie. 
Osłupiałam.
Pewnie gdy wrócę do domu powinnam zmienić status z "w związku" na "to skomplikowane" bo moje życie to jedna wielka KOMPLIKACJA!


~Miranda Morgan

sobota, 31 marca 2012

Rozdział 7

Znowu przyśnił mi się mój sen. Ten sen przez, którego nie mogę dobrze spać.
Ten sen, który jest dla mnie dziwny. Ten sen, którego się boję. Ten sen o którym ciągle myślę. Ten sen znowu powrócił i będzie mnie mi się śnić już zawsze.
Jednakże tym razem był jakiś...INNY.
Wyglądał bardziej jakby grali go aktorzy.
Kiedy opowiedziałam o tym tacie przy śniadaniu zapytał - A ja wyglądałem jak Johnny Depp ?
- Tak, z pewnością tato - odpowiedziałam dusząc śmiech i przy okazji krztusząc się czekoladowymi płatkami śniadaniowymi.
Ojciec powiedział to z taką powagą, że myślę iż naprawdę sądzi, że jest podobny do Johnnego Deppa. Może niedługo powie, że chce zostać aktorem i zagrać w Piratach z Karaibów ?

                                         ***

Wychodząc z domu znalazłam leżącą na podjeździe kartkę, z której ledwo mogłam coś odczytać. Jednak gdy słońce wyjrzało zza chmur, oświetlając przy tym dokładnie każdą literę, mogłam przeczytać wszystko bez żadnego problemu.
,, Droga Mirando,
  Nie chciałem mówić ci tego osobiście (pewnie, któreś z nas by się rozkleiło) i mam nadzieję, że zrozumiesz. Ojciec dostał awans i przeprowadzamy się do Londynu. Na razie nie wiemy ile tam będziemy i czy w ogóle zostaniemy.
Po tygodniu "rodzice" podejmą decyzję i być może wtedy się spotkamy.
Wiedz, że będę ci zawsze wierny i nie przestanę cię kochać.
~Lucas."
Z początku nie uwierzyłam własnym oczom. Najpierw było mi smutno, a potem uświadomiłam sobie, że ktoś może robi sobie ze mnie żarty. 
Postanowiłam, że będę trzymać się tego drugiego i jakby nigdy nic poszłam do szkoły. Przy wejściu spotkałam Brigitte i Michaela ,przywitałam się i zaczęliśmy rozmawiać. 
- Widzieliście gdzieś Lucasa?
- Nie, raczej zobaczyłbym jego czerwone Ferrari - odpowiedział Michael.
Faktycznie auta nigdzie nie było. Znowu złapałam doła, ale chwila...może przyszedł na pieszo. Zostało we mnie choć trochę nadziei.
Nagle zadzwonił dzwonek na lekcję.
Udaliśmy się do klasy.
Gdy weszłam do sali moja ławka była pusta - usiadłam sama.
Jakaś mała cząstka mnie ciągle mówiła: ,,On wcale nie wyjechał!" natomiast większa część wręcz przeciwnie.
Pod tablicą stał nasz nauczyciel z chłopakiem, którego pierwszy raz widziałam na oczy. Miał odrobinę za długie włosy i niebieskie oczy.  W sumie gdyby się obciął byłby całkiem przystojny.
- Przywitajcie serdecznie waszego nowego kolegę...Toma. - powiedział.
-  Czeeeeść Tom! - wykrzyczała cała klasa jak to miała w zwyczaju.
- Tom, usiądziesz obok panny Morgan. - pokazał palcem na puste miejsce obok mnie, a Tom posłusznie wykonał polecenie. Już miałam wykrzyczeć: ,,Przecież tu siedzi Lucas!", ale powstrzymałam się. Ta mała cząstka, która jeszcze 5 min. temu wołała ,,On wcale nie wyjechał!" zrobiła się jeszcze mniejsza i ledwo mogłam ją usłyszeć. Czułam, że zaraz się rozpłaczę, wyjdę z klasy i pójdę się wypłakać do toalety. ,,Uspokój się Miranda" - mówiłam spokojnie w myślach.
Nagle mój towarzysz z ławki się odezwał. - Cześć, mam na imię Tom
- Miranda - podałam mu rękę ze sztucznym uśmiechem, wypakowałam książki i zaczęłam rysować serca na ostatnich kartkach zeszytu.
- Widzę, że ktoś tu jest zakochany - zaśmiał się Tom.
Posłałam mu pełne wyrzutu spojrzenie. Już chyba nie miał zamiaru ze mną zadzierać - w desperacji wyjął iPoda, włożył do uszu słuchawki i zaczął słuchać głośnej muzyki, którą słyszałam bardzo dobrze. 
Po kilku minutach usłyszałam z jego słuchawek ulubioną piosenkę Lucasa.
Przebiegł przeze mnie dreszcz, a ta cząstka mnie zmniejszyła się jeszcze bardziej - w moich oczach pojawiły się łzy, wzięłam głęboki oddech, żeby się uspokoić. Niestety Tom to zauważył.
- Wszystko w porządku? - zapytał
- Tak, w największym porządku. - skłamałam
- Jakoś ci nie wierzę...chyba nie potrafisz kłamać - uśmiechnął się łobuzersko.
- Nie kłamię, tylko odrobinę mijam się z prawdą - zachichotałam
- Proszę nie rozmawiać panno Morgan! - krzyknął nauczyciel.
- Proszę pana! Ona wcale nie rozmawia. To ja ją poprosiłem, żeby mi coś wytłumaczyła.
- Skoro tak, to bardzo przepraszam.
- Widzisz, to jest kłamstwo - puścił do mnie oko.
Odpowiedziałam mu tym razem...szczerym uśmiechem. Ta dziewczyna, która histerycznie przejmowała się wyjazdem Lucasa po prostu...zniknęła. Tak, jest mi smutno, ale nie tak jak przed chwilą. Widocznie jest to radość z poznania nowego przyjaciela.
Po zakończeniu lekcji, gdy wyszłam z klasy Tom poszedł za mną.
- Hej,może chciałabyś się spotkać po szkole,no wiesz żeby się lepiej poznać? - spytał.
Przez chwile milczałam, zobaczyłam nagle rezygnację w jego oczach.
- Okej, a gdzie? - odpowiedziałam.
- Hmm...no nie wiem, może w parku albo w kawiarni?
- Dobrze, w parku. Mamy dzisiaj piękną pogodę.
Przerwał nam dzwonek na kolejną lekcję.
- Na jaki język chodzisz? - zapytałam
- Na francuski - nie wiem z jakiej przyczyny naprawdę się ucieszyłam.
- Ja też! - powiedziałam z entuzjazmem w głosie. Chyba gorzko tego pożałuję, wzbudzając sobą jego zainteresowanie...
- Może znowu usiądziemy razem?
- Pewnie.

Czy ja naprawdę się zgodziłam? Mam nadzieję, że to zaciekawienie moją osobą jest tylko chwilowe...

~Miranda Morgan

czwartek, 29 marca 2012

Rozdział 6

- No powiedz gdzie jedziemy...proszę! 
- Wtedy zepsujesz całą niespodziankę.
- No dobra...poczekam, ale powiedz chociaż kiedy tam dojedziemy ?
- Za jakieś dwie godziny.
- Ale to właśnie powiedziałeś 2 godziny temu - zachichotałam 

Kilka godzin później Lucas stanął przed lasem.
- Po co przyjechaliśmy do lasu ?
- Zobaczysz... - Otworzył moje drzwi i wziął mnie za rękę.
Szliśmy przez las ok. 15 min i nagle zobaczyliśmy łąkę.
- Jak tu pięknie. - Wyglądało to jak na filmie: dziewczyna trzyma chłopaka za ręce, patrzy mu się prosto w oczy, on się nachyla i przyciska usta do jej ust.
Jednakże to nie był film - uszczypnęłam się kilka razy by to sprawdzić, a cały ten 'schemat' o którym powiedziałam był rzeczywistością.
Usiedliśmy pod drzewem.
Wyjęłam klucze do domu i zaczęłam wyskrobywać moje imię, żeby zostawić po sobie jakiś ślad. Napisałam Miranda, ale później dodałam + Lucas = ♥
Spojrzałam na niego, zarumienił się.
Przecież to nie ja wyznałam mu miłość tylko on mi, może teraz moja kolej.
Położyłam mu głowę na ramieniu i powiedziałam - Kocham cię!
- Naprawdę?
- Tak...uwielbiam gdy się uśmiechasz. Kiedy się na ciebie patrzę nie widzę nikogo innego.
- Tak samo mam z pewną dziewczyną. - podniosłam głowę i spojrzałam się na niego.
- Jaką?
- Tobą - zaśmiał się
- Och...
- Pokochałem cię już wtedy w przedszkolu kiedy wysypałaś mi piasek na głowę.
- Zmyślasz. 
- A pamiętasz nasz pocałunek...w szóstej klasie? - Zamyśliłam się i cofnęłam myślami do ostatniego dnia szóstej klasy. Pokłóciłam się z nim dzień wcześniej o to kto będzie miał więcej punktów na egzaminie. Wygrał - miał o 1 pkt. więcej.
- Gratuluję 40 pkt. - powiedziałam.
- Najwyraźniej jestem lepszy. - spojrzałam na niego z rozszerzonymi oczami.
- Słucham ?!
- Powiedziałem tylko, że jestem lepszy, nie bulwersuj się.
- Ty idioto - walnęłam go "z liścia" i pobiegłam z płaczem do łazienki, skuliłam się pod drzwiami. Nagle do łazienki wszedł Lucas.
- Miranda ! 
- Jesteś w pierwszej klasie ? To damska łazienka.
- Wiem.
- Po co tu przyszedłeś? Pochwalić się tym, że "jesteś lepszy" ode mnie ?
- Nie, chciałem cię przeprosić. Miałaś rację - jestem idiotą! - otworzyłam drzwi i wyszłam, stanęłam obok niego.
- Pozwól, że bez grzeczność nie zaprzeczę - zaśmiałam się.
Spojrzał mi w oczy, jedną ręką dotknął moich pleców, nachylił się i pocałował mnie. Chociaż byłam zaskoczona odwzajemniłam pocałunek.
Trwał on dłużej niż myślałam, już wtedy całował jakby robił to już z milion razy.
Z trudem wyrwałam się z jego uścisku.
- Zrobiłem coś nie tak?
- Nie, ale muszę...już iść.
- Czekaj, Miranda!  - ale ja już wyszłam z łazienki i nawet nie interesowało mnie co chciał powiedzieć, poszłam do domu i już przez następne 5 lat z nim nie rozmawiałam.
Wróciłam do życia realnego.
- Tak, dobrze pamiętam. Co chciałeś powiedzieć wtedy kiedy już wyszłam z łazienki ? 
Zamyślił się.
- Nie wiem, nie pamiętam. - ale ja i tak wiedziałam, że chciał powiedzieć mi to co ostatnio "Je t'aime Miranda"...

~Miranda Morgan

środa, 28 marca 2012

Rozdział 5

Tego dnia gdy razem z Lucasem nie poszliśmy do szkoły nie zapomnę nigdy.
Robiliśmy przeróżne rzeczy m.in. Skakaliśmy na bungee, kąpaliśmy się w jeziorze w ubraniach, nabieraliśmy innych ludzi itd. Chyba za dużo zajęłoby mi wymienianie ;)
Jednak zrobiło mi się strasznie smutno kiedy musieliśmy się rozstać dlatego, że jego rodzice wracają z tygodniowego wylotu na Karaiby.
Do godziny 4:00 nad ranem pisaliśmy razem SMS-y typu: 
-Śpisz?
-Nie :)
-Tęsknie za tobą.
-Ja bardziej ♥
- Nie, ja bardziej!

__________________________

Rano zrobiłam się na bóstwo. Przecież nikt nie mógł mnie zobaczyć tak jak ZAWSZE! W końcu jestem dziewczyną najprzystojniejszego (i najsłodszego♥) chłopaka w całej szkole, a może nawet w całym mieście, albo i na świecie. Ubrałam się w kwiaciaste legginsy, gładką, beżową tunikę od DKNY i fioletowe koturny, a do tego jeszcze duże okulary od Gucciego. Wyprostowałam włosy,a usta pomalowałam jasnoróżowym błyszczykiem i tadam...wyglądałam tak jak ja, ale w lepszym wydaniu.
Spojrzałam do kalendarza - 14 lutego! 
W tym samym momencie ktoś zadzwonił do drzwi - Lucas.
Przyszedł z wielkim bukietem róż, wziął mnie na ręce i zaczął obcałowywać.
Wyglądało to tak jakby właśnie prosił mnie o rękę. Wszystko co dla mnie robił było takie słodkie i nie chciałam go odstępować nawet na krok. 
Wzięłam szybko moją torbę i poszłam razem z nim do jednego z jego kilku samochodów. Gdy wchodziliśmy do szkoły - ja z bukietem róż w jednej dłoni i ręką Lucasa w drugiej wszyscy się na nas patrzyli. Każda dziewczyna spoglądała na mnie z zazdrością, a chłopcy z zazdrością... na Lucasa.
Ustaliliśmy, że siedzimy razem na każdej lekcji. 
Na pewnej przerwie Brigitt spytała się - To jest twój chłopak? 
- No...tak
- Ale niedawno jeszcze się do siebie w ogóle nie odzywaliście.
-Jakoś tak wyszło. On jest cudowny! Troszczy się o mnie. - Znowu zarumieniłam się przypominając sobie tę noc spędzoną w jego domu.
Nagle przyszedł Lucas przerywając naszą rozmowę 
- Miranda, muszę ci coś powiedzieć!
- Tak? - Spojrzałam na niego z wyczekiwaniem.
- Moi kumple uznali, że jesteś najładniejszą dziewczyną w szkole.
- Naprawdę?
- Tak, z resztą cała szkoła tak myśli, ale dla mnie jesteś najpiękniejsza na całym świecie... - Znów spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczami,a uśmiech gościł na jego twarzy. Musiałam go pocałować skoro nie mogę mu się jakkolwiek odwdzięczyć za wszystko co mówił.
- Ooo! Jakie to słodkie - powiedziała Bridgitt - spojrzałam na nią kątem oka ciągle patrząc się w oczy Lucasa. Jego ręce owinęły się wokół moich bioder.
Znów poczułam motyle w brzuchu.

Po wszystkich lekcjach wyszliśmy ze szkoły.
-Podwieźć cię? - zapytał Lucas
- Oczywiście! - kiedy jechaliśmy główną drogą omijając mój dom spytałam
- Gdzie jedziemy?
-Niespodzianka - uśmiechnął się jak zawsze gdy chciał okazać mi więcej czułości.

~Miranda Morgan

wtorek, 27 marca 2012

Rozdział 4

Przez całą noc spędzoną w domu Lucasa w jednym łóżku myślałam o moim śnie.
Co on oznaczał? To pytanie ciągle chodziło mi po głowie. 
Około godziny 3:00 przestałam myśleć o śnie, ale o tym 'Jak ja się tu znalazłam?'.
Czy przypadkiem Lucas nie zaprosił mnie do siebie...NA NOC?!
Wszystko stało się tak...nagle, a ja nawet nie zastanawiałam się nad odpowiedzią na jego pytanie. 
Na widok Lucasa mam motyle w brzuchu i właśnie dlatego próbowałam spać odwrócona do niego plecami, słuchając jego spokojnego oddechu.
Spałam w moich koronkowych stringach i jego o wiele za dużej koszuli.
Gdy nie wytrzymałam i popatrzyłam na niego, przed oczami ciągle miałam naszą rozmowę i pocałunek. Chyba on w towarzystwie i sam na sam ze mną jest zupełnie inny...PRAWDZIWY.
Gdy tak się na niego patrzyłam nagle otworzył oczy i spojrzał na mnie z zatroskaniem.
Czemu jeszcze nie śpisz? - zapytał.
A jego brązowe oczy były zbyt idealne, piękne, cudowne, fantastyczne, niepowtarzalne (zabrakło mi słów).
-Nie mogę zasnąć
-Może to ci pomoże? - Pocałował mnie i objął ramieniem. Położyłam mu głowę na piersi. Słyszałam jego serce, które biło wyjątkowo szybko.
Poczułam się na prawdę znacznie lepiej.
-Tak, zdecydowanie lepiej. - odpowiedziałam.
W jego objęciach trudno było nie zasnąć. Kiedy mnie dotykał przechodził przez moje ciało przyjemny dreszcz. Czułam się przy nim...Bezpiecznie.


Rano wstaliśmy prawie jednocześnie, jednak on był pierwszy.
Gdy się obudziłam znów spojrzał na mnie swoimi oczami i uśmiechnął się łagodnie. 
- Jak się spało księżniczko? - zapytał
- Świetnie, dzięki tobie... - Zarumieniłam się. Czy ja na prawdę powiedziałam to głośno?
Poszłam na chwilę do łazienki. Jak wróciłam Lucas zaczaił się w drzwiach i walnął mnie poduszką, tym samym wywołując wojnę na poduszki.
Popchnął mnie na łóżko i zaczął łaskotać.
- Mam cię! Znam twój słaby punkt.
Pociągnęłam go za koszulkę na materac i położyłam się na nim.
-Poddajesz się ? - Zachichotałam
-Nie, a ty?
-Mam przewagę.
- Nie sądzę... - Tym razem role się odwróciły, ja byłam pod nim.
Znów spojrzałam mu prosto w oczy, a on pocałował mnie po raz kolejny.
Nasza 'wojna' została przerwana. Przez 10 min. nie mogliśmy się od siebie oderwać. On zdjął ze mnie swoją koszulę. Byłam w samej bieliźnie.
Już prawie doszło do...wiadomo czego.


Przerwało nam to, że dzisiaj jest wtorek i musimy iść do szkoły.
Pierwsza była biologia z której miałam się zerwać.
- Co tam...olać szkołę ! - Powiedziałam wesoło. 


~Miranda Morgan